niedziela, 4 września 2016

Nuda VI

                          Nuda VI
                   akryl, papier, tusz, ołówek 
                                (30x42 cm.) x 4
         
   Gdy mówię: "zatrzymaj się" - to nie działa. Wytaczam więc cięższe działo. Mówię: "Nuda". Słowo podejrzane, które zamyka za nami drzwi.
   I co my tu mamy?
 - Odpoczynek, refleksję, wspomnienia, marzenia.
   Czyli siebie.
    

       

                         Nuda VI, 1






                          Nuda VI, 2







                          Nuda VI, 3







                         Nuda VI, 4



czwartek, 11 sierpnia 2016

Nuda V



  Gdy nie mam żadnych pragnień, zaczynam tępym wzrokiem rozglądać się dookoła. Wtedy widzę to, czego zwykle nie zauważam: zadry wokół gwoździ w podłodze, komórki skórne w zgięciu łokcia i takie tam...
  Nagle myślę, że to niemożliwe, aby otaczające mnie rzeczy nie miały znaczenia. Okazuje się, że wszystkie współtworzą moje prawdziwe życie, są tu dla mnie. Stajemy jakby twarzą w twarz i nawet nie wiem, czy to ja stworzyłam, czy zostałam stworzona. 
  Czy one mnie oglądają na co dzień, a ja ich nie? Czy byłabym aż tak niewdzięczna i okrutna, żeby upokarzać ich wierność? Modliłam się przed czymś fałszywym, a zarazem niewdzięcznym i okrutnym, aż zapomniałam o filarach egzystencji wiernie podtrzymujących moje istnienie? 
  I niech mi ktoś powie, że nuda jest czymś niestosownym. 
  Okazuje się, że nie ma kontaktu z rzeczywistością bez stawania wobec NICZEGO.
  Ciągle jesteśmy przecież porywani (porywa nas geniusz, tyle, ze cudzy), a potem już przepadają bez wieści nasze własne powody do przyglądania się wędrującym na suficie cieniom, a przecież z nich wzięło się ulotne, przemijające zjawisko sztuki współczesnej...
  

                              Nuda V
akryl, tusz, kalka biurowa, odbijanki, kombinacje na papierze
43x30 cm. (x3)















środa, 10 sierpnia 2016

Nuda IV



  Teraz interesuje mnie temat nudy jako nie pozbawionej dramatu dynamiki pozytywnej. Odbywa się ona przez swobodny ruch uczuć, wspomnień, myśli, wyobrażeń dzięki przestrzeni, która została im dana. W niej się porządkują według naturalnej i korzystnej  dla osoby wartości. 
  Nuda daje miejsce do wyłonienia się pierwiastka twórczego, ożywczego, pochodzącego z serca, autentycznego, związanego z genezą, genealogią, genetyką osoby. 
  Chodzi o iskrę, która wznieca zapał, entuzjazm, a więc o geniusz.
  Akt genialny jest zawsze aktem wyzwolenia, przeniesieniem w obszar utworzony przez nowy punkt odniesienia, który wykreśla szerszą perspektywę i w którym dotychczasowe konflikty tracą swą moc na rzecz wartości wyższych.

   Wygląda na to, że nuda, to katorżnicza praca...



                               Nuda IV
   akryl, tusz, technika mieszana na papierze, 43x30 cm. (x3)



                                

















piątek, 5 sierpnia 2016

Figuratywnie (17)


                          
  Zabawa techniką. Prócz czystego rysunku, aranżowanie płaszczyzny, elementy gotowe, różne materiały i narzędzia. Efekty przypadkowe działają na moją korzyść.
     Wyrysuję sprawiedliwość, jaka się wszystkiemu ode mnie należy. To jest moje nieokiełznanie, moja drapieżność - właśnie o tym mówię w malarstwie figuratywnym.
  A poruszającą zachętą jest czysta swoboda rysowania, gest ręki, zespolenie tego gestu z intencją. Potrzeba tego posłuszeństwa. To jest moja walka. Rysunek jako front: napaść, zdobywanie, opanowywanie, bezkarne posiadanie. Mam to po ojcu, po moim tacie, który dysponował silną krechą i osiągał w rysunku to, co chciał. Wiem to, choć znam tylko jeden jego rysunek. Wspominam wrażenie, jakie miałam jako dziecko, gdy narysował dla mnie całe gospodarstwo ze zwierzętami domowymi. Miałam wtedy może siedem lat. Ale wciąż akordy tego rysunku grają mi w oczach.

                          Portret I, II, III













                                     Portret podwójny I, II, III













                           Nuda I, II, III











poniedziałek, 22 lutego 2016

Tożsamość II (16)




  Od stopnia przerażenia wywołanego oderwaniem od ziemi zależy jakość strawy duchowej w kołach dyskusyjnych metropolii, a co za tym idzie widoki na przyszłość: albo powrót na rolę, albo napad.

  Gdy już napastnik wróci z podkulonym ogonem z wyprawy wojennej, zaczyna się cicha lub głośna refleksja.
  Głównym daniem takiej uczty jest słowo "wojna" i wszelkie jego odmiany, wcielenia, rozwinięcia, figury. Okazuje się, że głównym poległym został Bóg.
  Cywilizowany inteligent wobec zła, którego doświadczył, z tej strony już nigdy nie da się nabrać. Stał się ateistą lub agnostykiem. Nawet uczciwe w tym miejscu pytanie: "Dlaczego Bóg dopuszcza zło?" nie śmie paść jako zbyt dziecinne.
  Tymczasem chłop z krwi i kości po powrocie z powstania (które jest aktem odpowiedzialności), jeśli przeżył, leży pod przydrożną gruszką i patrzy w obłoki na niebie. W tym miejscu nawiedza go zgoła inne pytanie: "Skąd jest całe to piękno, skoro ludzie potrafią być tak źli?"

  Już dawno otrzymał odpowiedź: Wojna to dzieło człowieka, Bóg mówi: "Nie zabijaj". 


Nie zatrzymuje się na poziomie słowa "wojna". Nie ma czasu produkować kultury wojny. Porywa go odwieczny rytm siewu, wzrostu i zbioru. Tzw. stres zostaje uziemiony.

  To nie wojna pobudza wzrost, lecz  wdzięczność i świadomość, że nasze życie tutaj nigdy nie było takie oczywiste.
  Przesąd jest zimny, wiara jest gorąca.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Tożsamość (15)

 

Tylko chłopstwo w zielonym krajobrazie może stać się źródłem duchowości.
  Chłopstwo czyni mnie wieczną istotą ludzką, niezależną od powiewów historii i kultury, autonomiczną, duchowo wolną.

  Wobec faktu, że metropolia chce się nie tyle poszerzać, ile zagęszczać, słowo "chłopstwo" okazuje się kluczem otwierającym bramę Edenu. Nie dość, że zostaliśmy z niego wygnani na rolę, to nawet stamtąd potem jeszcze wywabieni, uwiedzeni, uprowadzeni do miast.
  Najpierw chłop - tworząc rynek -  zrodził i żywił prowincjonalne miasto. Ale metropolia (wybujałe miasto) połyka chłopów. Dlatego wieś, wraz z prowincjonalnym miastem umiera.


  Chłop dał się omamić grzesznemu pięknu metropolii, cywilizacji. Zagubił wieś, nigdzie już jej nie znajduje, ani w Alpach na nartach, na plażach Wysp Kanaryjskich. Skończył wśród rozterek groźnie napierających napięć świadomości.
  Rozglądnijmy się za chłopem.



  Teraz, aby odzyskać poczucie przeznaczenia, może go uratować już tylko pytanie kierowane do Boga. Ponieważ tylko nadnaturalne spojrzenie na naturę jest spojrzeniem zdrowym. W przeciwnym razie prawdziwe życie, autentyczność i oryginalność zastąpi inteligencja, jako że inteligencja zawsze znajdzie sobie zajęcie - choćby to były jałowe, bezkrwiste, wyrafinowane ćwiczenia myślowe. Świetnie jej idzie badanie przyczynowości, ale na tym koniec. A koniec oznacza niepłodność człowieka cywilizacyjnego, czyli zwrot w kierunku śmierci.
  Jest to możliwe, gdyż uzasadniony lęk przed śmiercią jest uśmierzany przez przynależność do  zbiorowości, w której roztopił się chłop.
  Zwrot może nastąpić, gdy pojawią się racje na rzecz istnienia dzieci.

  A więc chłopstwo, a konkretnie chłopka może przywrócić witalną siłę wróżącą przyszłość. Cywilizacyjna kobieta wyjałowiła się i umarła. Nie wyprowadza już swojego mężczyzny na rolę, przestała wierzyć w jego mięśnie, wszak całkiem zwiędły lub zastąpiły je bicepsy rzeźbione w siłowni.
  PIERWOTNA KOBIETA JEST MATKĄ.


  W przeciwnym razie czeka nas straszne, wielowiekowe wyludnienie.
  I nie chodzi tu o jak największą liczbę dzieci, ale o ocalenie prawdziwej, autentycznej, nie boskiej (rzymscy bogowie), lecz bożej duchowości.

  W swoim malarstwie przywracam czucie ziemi.
   

  
  

niedziela, 10 stycznia 2016

Wyżej niż materia (14)

                          



   Twórczość artystyczna to dym płonącej duszy.





 Płomienie to uczucia, dym to na wpół zmaterializowane myśli. Wpół-, bo dzieło sztuki, choć doświadczane przez zmysły, i tak pozostaje w sferze duchowej. 



Nie należy do świata materii, bo piękno ma naturę duchową. Taką jak wiara, idea, wspomnienie, marzenie, wyobraźnia.


   Ciekawe, że to duch jest podstawą materii, nie odwrotnie. Duch ubiera się w materię. A materia nie stworzy ducha, tylko sama się rozkłada. Przerost materii potrafi nawet rozłożyć ducha!

















 Kiedy dusza płonie? Gdy nic jej nie przesłania Źródła, z którego płomień wziął swój początek. Możemy być odbiciem tego Oblicza, gdy uczymy się widzieć, słyszeć, czuć to samo, co Ono. We wszystkich możliwych kombinacjach.


  Dlatego kocham obrazy konkretne, nasycone, wyraziste, prawdziwe, esencjonalne eliksiry życia, mikstury miłości, kotwice sensu, przekonywujące dowody, że dobry świat istnieje naprawdę. Wierzę, że te idee mają moc urzeczywistnić się, bo najpierw jest duch, potem materia.




 Moje obrazy to przyczynek do pokoju na Ziemi.