środa, 18 stycznia 2023

Twórczość, obraz, kolor

Twórczość 2 



Któż by się nie pokusił o tak wielką władzę?...

Czy to impertynencja?

A może poświęcenie?

Na pewno skłonność do ryzyka.

Istnieje bowiem realna możliwość, że zmarnowałam życie, a w dodatku jestem apodyktyczna, arogancka i zuchwale narzucam swoją wolę. Owszem, tyle, że chmurom, chodzi przecież głównie o władzę nad sobą!

Tak czy inaczej, wybrałam dla siebie właściwe miejsce: w środku wszechświata.

Ostatecznie przewagę ma ten kto robi, a nie tylko mniema. Zwycięża ten, kto doprowadza do końca i wykłada na stół swój wytwór. Skończony obraz zawsze wieńczy przynajmniej malarza.

poniedziałek, 16 stycznia 2023

Twórczość, obraz, kolor Twórczość 1

 Twórczość 1




 Malarz na wszystko ma jedną odpowiedź: maluje kolejny obraz. Wysnułam ten wniosek, patrząc wstecz i obserwując własne reakcje, motywacje i wybory, oraz ich wpływ na zmieniający się kształt mojego życia i malarstwa aż do tej pory. Po tych reakcjach poznaję, czy jestem malarzem.

  Wciąż trzymam się obrazu. Obraz towarzyszy mi stale, równolegle do tego, co spotykam na swojej drodze.

  Jak to się dzieje? Może wcześnie odkryłam, że odpowiedni obraz jest dobry na wszystko i że jest odpowiedzią zawsze dostępną, ostateczną, a przez to wystarczającą i skuteczną. W tym sensie, że nie dopuszcza już dalszej dyskusji, ponieważ ostatnie słowo w moim świecie zostało właśnie wypowiedziane. Dowód przybrał formę obrazu. Inaczej mówiąc, wydanie na świat obrazu jest postawieniem na swoim, opowiedzeniem się za czymś, co uważam za ważne, złożeniem osobistej deklaracji w danej kwestii. Nawet gdy nikt tego nie widzi.

 Niezależnie od tego czy przekonałam adwersarza, czy nie, kimkolwiek on jest, nawet mną, dałam swoją odpowiedź. I to już wystarczy.


niedziela, 15 stycznia 2023

Twórczość, obraz, kolor

 Wstęp

  To, co piszę na temat malarstwa nie jest moim credo, lecz raczej swobodnym i szczerym opisem tego, co do tej pory okazało się skuteczne w wytrwaniu na drodze malarstwa, przeprowadziło przez różne etapy i zakamarki tej drogi, odsłaniając tajniki kryjące się za pozornymi przeszkodami. Obnażało zarówno braki jak i pokłady skarbów leżących poza wcześniejszym zasięgiem, bowiem system przekonań może czynić niedostępnym żyzny areał wolności twórczej. Praktyka dociera do każdego z takich przekonań, uświadamia konieczność porzucenia, zastąpienia antytezami i życia już według nich. W ten sposób malarstwo prowokuje zmiany, rzeźbi człowieka, szlifuje jak diament.

  Obietnica wspaniała. Jestem więc gotowa trwać w stanie dynamicznym, to znaczy wciąż pracować nad zmianą swoich przekonań typu „Trzeba żyć tak jak inni”, w miarę jak wychodzą niczym przysłowiowe szydło z wora.

 Tekst pisałam na podstawie swojego indywidualnego doświadczenia. Zdobyłam się na szczerość, narażając się w dodatku na wyśmianie z powodu odwoływania się wyraźnego i nierzadkiego do Boga. Jest to ryzykowne z powodu nieopisywalności przeżyć natury duchowej (nie religijnej). Jednak pominięcie takiego spojrzenia byłoby ukryciem aspektu ostatecznie rozstrzygającego na rozdrożach życia. Odwołanie się do Absolutu w niczym nie ogranicza twórczej inwencji. Przeciwnie: uzasadnia ją i umacnia, przyprawia skrzydła. Ich łopot czuje się i słyszy. Spod nich wylatują wszystkie bajki tego świata zadziwiając mnogością barw i obrazów.







niedziela, 10 stycznia 2021

Teraz na odwrót

  

  Jeśli już mamy wszystko czarne na białym, to czemu teraz dla świeżej odmiany nie spojrzeć na odwrót: jako białe na czarnym? Jak na szachownicy. Wystarczy się nico przesunąć. 

  Tam, gdzie smutno, jest radość.

  Tam gdzie obcość, jest poznanie.

  Tam gdzie ukrywanie, jest ujawnienie.

 Tam gdzie strach, teraz już jest bezpieczne.

 W końcu im więcej białego na czarnym tym robi się jaśniej...

niedziela, 3 stycznia 2021

Odzyskać obraz siebie

 


  Każdy człowiek w życiu spotyka się z siłą większą niż on sam. Z przemocą, która coś w nim niszczy. Doznaje upokorzenia. Jego wielkość zostaje upokorzona. Staje się o coś uboższy, bo została w nim zniszczona jakaś wiara, zatkane jakieś źródło siły, zostaje osłabiony. Boleśnie doświadcza swojej słabości i znikomości.

  Upokorzenie stawia w obliczu konieczności przyjrzenia się sobie, doszukania wewnątrz czegoś niezniszczalnego, co może ocaleć niezależnie od naporu niszczących z zewnątrz sił. Ostateczne pytanie brzmi: kim jestem dla Stwórcy? I o to można Go pytać. Ponieważ jest lustrem składającym się z miłości do człowieka, i umiłowania życia, dobrze pamięta, kim wartościowym okazaliśmy się w każdej chwili naszego życia, nawet w chwilach gdy zamienialiśmy się w porzucony łach, gdy walczyliśmy o najważniejsze i nie przemogliśmy. Jednak pamięta naszą wizję siebie, najlepszą naszą wersję, którą kochaliśmy, a nie mogliśmy w powodu przemocy zrealizować, uznaliśmy za fikcje, a nawet o niej zapomnieliśmy. Ale została przechowana u Boga, w niebie jako jeden ze skarbów, których ani mól ni rdza nie strawią.

  Drugie pytanie brzmi: czy my sami potrafimy zapanować nad uczuciami, które są skutkiem doświadczenia przemocy i wysnutych na ich podstawie wniosków życiowych? Bo zapanowanie nad nimi może być warunkiem dalszego podążania drogą bycia sobą według najlepszego obrazu siebie.

  Jaki to był obraz? Niech się pokaże wyraźny. Jaka to była osoba? Co jej się podobało? Jak wyglądała, jak mówiła, co robiła, gdzie była? Moja wymarzona Ja. Zobaczę ją znowu i podejdę bliżej, zapominając o wszystkim wokół, cokolwiek było czy jest. Po prostu złączymy się w jedną osobę i tak odtąd będziemy razem w postanowieniu, że już nikt nas nie rozbije, nie rozproszy, nie rozłączy, bo jest najdroższy mojemu sercu.

  „Bardziej niż wszystkiego innego strzeż swego serca, bo z niego bije źródło życia.” Przypowieści 4: 23

niedziela, 6 grudnia 2020

Gdzie ten cud??

                             Gdzie ten cud?


Już samo zdanie: „Czekam na cud” świadczy o pozytywnym nastawieniu do życia. Ty też czekasz na cud? To już dobrze.

  „Przypadkowo” wpadło mi do ucha, że cudem, który miał się wydarzyć, jestem ja. To ja jestem tym cudem! Nie miało być żadnego innego cudu...

  Trafione w sedno!

  Tak trzeba na siebie patrzeć przez całe życie, od początku do końca. Tak trzeba patrzeć na swoją przeszłość, przyszłość i to co dzieje się teraz. 

  Bo kto jak nie cud istnieje właśnie teraz? Każdy tak o sobie powinien myśleć. To podstawowa, bezwzględna prawda, ponieważ w taki sposób na każdego człowieka patrzy Bóg, który daje i podtrzymuje życie. A Jego zdanie liczy się przede wszystkim. I dopiero wtedy spójrz wstecz i wokół siebie, a argumenty i dowody na naszą cudowność posypią się jak skarby z rozwiązanego worka. Zostaną uwolnione jak jeńcy wojenni, uwięzieni w przegranej, nierównej walce.

  Zaistnieliśmy jako iskry woli Bożej. I to wystarczy. Nasze przymioty zostały raz na zawsze bezwzględnie poznane i uznane. To oczami pierwszego, rzeczywistego ojca powinniśmy na siebie patrzeć.

  Rodzice nie byli stwórcami, oni tylko przekazali życie, a naszą rolą jako ich dzieci było tylko przynieść im radość. Czy przejęli ten dar? Czy byliśmy dla nich powodem i uosobieniem radości? 

  To już nie od nas zależało i nadal nie zależy. Jeśli nie dostrzegli cudownego daru, jakim byliśmy i wciąż jesteśmy, ponieśli dotkliwą stratę. Jeśli niszczyli cud, przemoc należy do nich. Cud pozostaje cudem.