piątek, 13 listopada 2015

Żołnierz pokoju (9)

                              Żołnierz pokoju (9)



 W czasie, gdy wszystkimi siłami powstrzymuję własne zło, ze swojego wnętrza, z tego, co we mnie jest dobre, z samego pragnienia dobra, wywędrowuje całkiem nowy świat.






  Uczucie ubieram w myśl. I troską, pracą, talentem przekuwam w przedmiot podziwu, który można dotknąć tylko wzrokiem, słuchem. 



     Rzecz nieużyteczna? 
 Ale bez inspirującej ozdoby przyniesionej w rękach przez drugiego człowieka nikt by nawet nie zauważył, jaki świat jest piękny i jak warto z nim się zrastać, jak dobrze w nim się zakorzenić. 


  Sztuka pomaga rozróżnić dobro od zła i dodaje siły do wybierania dobra. O ile sama została wywiedziona z dobra, z walki o dobro toczonej najpierw w głębi serca twórcy. 

  Artysta jest żołnierzem pokoju.



środa, 7 października 2015

Dostrojenie (8)

                   Dostrojenie (8)




 Jeśli malarstwo porównać do walki, to obrazy nie są szablami czy karabinami, lecz sztandarami. Sztandary czasem przydają się w walce.











   Moje obrazy nie są naśladowaniem zjawisk zewnętrznych, lecz zobrazowaniem moich stanów wewnętrznych.







  Wyrażam te stany w kategoriach realizmu. Dbam o warsztat: badam światło, proporcje, perspektywę, zależność barw, fakturę.












Temat obrazu zawiera symbol stanu wewnętrznego.











  Najtrudniej jest toczyć walkę ze sobą, prowadzić siebie przez życie tak, żeby czuć to, co NALEŻY czuć w danej sytuacji. Słuszny gniew, słuszna radość, słuszny żal, słuszny wstyd, słuszna duma. Radość nie na gruzach cudzej krzywdy, lecz na polu samoistnej, czystej twórczości.






  Tego miejsca wciąż pilnuję i na nowo szukam.













  Moje obrazy dzielą się na pożegnalne i powitalne. Czasem zawierają oba te pierwiastki naraz.





 








 Pożegnalne pomagają mi się pożegnać z nieosiągalnymi marzeniami.





  Powitalne zaś, są zadośćuczynieniem za stratę i zachętą do docenienia i przyjęcia rzeczy pozostałych, wśród których również kryje się sens i piękno dla mnie. 



  Zawsze można podziwiać tylko jeden kawałeczek świata naraz.
        
    

czwartek, 3 września 2015

Zamaszystość (7)


                        Zamaszystość (7)



  Od początku życie miało zależeć od Boga, nie od ludzi. Ani od grup społecznych. Nawet rodzina potrafi przygnieść dziedzictwem zła. Tak czy inaczej ratunkiem jest Bóg.
  W ludziach nie znajdziesz odpowiedzi, chyba, że rzadko. Prędzej powalą cię przemocą i uczynią swym niewolnikiem. Chyba że znokautujesz ich spektakularnym dobrem. A dobro ma swoje niewyczerpane i  niezmącone źródło tylko w Bogu.

  Patrzę na ludzi, którzy przechodzą obok i co widzę? - Ich dostojność. Jak udało im się dotrwać do tej chwili? Ogarnia mnie podziw. Każdy ma swoje piękno, wartość bezwzględną przed Bogiem. Ale często nic z nią nie robią. Po prostu ją mają i z nią się obnoszą. Całe imperia zbudowane bywają na smutku bliźniego.

 Niczego nie chcę po sobie zostawić. Mój czas toczy się, gdy żyję. Przyszłość zostawiam Bogu. On zrobi wszystko dobrze. Przepuszczę między palcami ludzkie zło. Pozostawię okruchy dobra i rozżarzę diamentowym blaskiem. Kolory tęczy.


  Opowiem o obrazie. Jak się go maluje. Najlepsze są zamaszyste pociągnięcia pędzla w chwili, gdy jestem ich całkowicie pewna. Ich miejsca, barwy, jasności, kształtu.  Są wypadkową wyczucia natury pędzla, siły nacisku ręki, wyobrażonej roli plamy, która tu za chwilę się pojawi, wreszcie odwagi zaznaczenia własnego istnienia właśnie teraz. A więc to wszystko, co jest niewidoczne, gdy ktoś patrzy na gotowy obraz. 


  Ale siły perswazji malarza zawsze można się domyślić. Poczujesz ją, gdy pozwolisz sobie czuć, gdy dasz sobie dość czasu, gdy na chwilę odpuścisz swoje. Może dasz się przekonać, że istnieje jeszcze coś innego, coś więcej.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Gen nieposłuszeństwa (6)


  Gen nieposłuszeństwa (6)


  Myślicie, że w malarstwie niewiele się dzieje? Że malarz spokojnie siedzi przed obrazem i błogosławi świat machając pędzlem z góry na dół, z dołu do góry i w poprzek? Nieprawda! Zanim ustali (od słowa stal) ostateczny ład podsumowany słowem "ładny", skądinąd zakazanym współczesnym akademikom - toczy walkę na śmierć i życie. Na "jesteś wszystkim lub niczym". Stawka najwyższa. Każda mikrodecyzja jest makrodecyzją - moim prawem do bycia tutaj tym kim jestem.
  Obraz zmienia oblicze. Nie zmienia się jednak ani intencja ani wizja, z którymi postawiłam przed oczami czystą kartę i chwyciłam za pędzel. Lecz zanim obraz pokaże wypogodzone oblicze, zmuszona jestem oglądać miny i grymasy na jego twarzy. To wielka odwaga do końca nie spuszczać go z oczu.
  I po co to wszystko? Może chciałam w niedoskonałym świecie wymusić doskonałość? Stoczyć walkę o przestrzeń życiową? O dobrobyt? O byt? Tyle, że to walka z samą sobą, wraz z wielkim, sięgającym depresji ukłonem składanym po drodze wyzwalającemu, wyzwolonemu, a nawet samemu wyzwalaczowi.
  Gdyby Hitler nie zdezerterował z pola tej walki, kto by igrał ze zmutowanym genem ludzkiego posłuszeństwa? Może nikt.
 Żeby tworzyć sztukę trzeba być posiadaczem genu nieposłuszeństwa... 


  Mówią: burza w szklance wody, albo: para poszła w gwizdek. Ale tak się toczy antywojnę. Jestem zarzewiem antywojny. Rozpętuję pokój. Zawsze to robiłam. Nawet gdy komponowano symfonię na lebensraum, lebensborn, Plac Czerwony, TianAnMen czy rezerwat Indian z podciętymi pióropuszami i Księżyc, na który mnie wystrzelono.
  Pewna profesor w poważnym wykładzie powiedziała, że artysta nie musi być obywatelem. Fajnie. Może jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc słów, ale ja potrzebuję to powiedzieć - po polsku. 
  Biorę wszystko.
  Gdyby nie Indianie, nie istniałoby słowo "pióropusz". Dawno postanowiłam puszyć się nie tylko piórem, ale i pędzlem. To dlatego jeszcze w dzieciństwie zamieszkałam w wigwamie.  Lubię brodzić brzegiem morza w grzywach fal, wypatrywać muszelek, kolorowych kamyków, drewienek, matowych szkiełek. Zrobię sobie z nich ozdobę, jaką do tej pory nosi indiańska kobieta.




 Fale Morza Bałtyckiego stróżują dniem i nocą. Zmywają wszystko do bieli płótna obiecującej nową bitwę na kolory farb.
  Powiedziano wyraźnie: NIE ZABIJAJ. Ani mężczyzny, ani kobiety, ani dziecka. Ani nawet dobrej myśli. 


    Byłam w Piaśnicy.
    Zobacz w Internecie: Piaśnica.
  

środa, 19 sierpnia 2015

Nowy obraz (5)

                             Nowy obraz (5)

  Tymczasem wypatruję na horyzoncie nowego obrazu. Jak żeglarz latarni morskiej.





 Ustawia się ich cała kolejka.  Nie mogę nadążyć.
  Piętrzą się i napierają jak patyki i śmiecie na wodzie w tamie na rzece.    To męczące uczucie.  Trzeba je usunąć. Przez
namalowanie.









 Spokojnie - mówię 
sobie - na wszystko jest odpowiedni czas. Najwyżej pozostanie to, co zdoła się przebić.







  Nie ma obawy - każdy obraz to słowo tej samej bajki. Mojej bajki. Opowieść o podróży, o tym, co widzę po drodze: o oceanach, morzach, zatokach, portach, miastach, wsiach, domach, snach o dalszej drodze. A każde z tych słów, to człowiek
  Jeśli się różnić, to pięknie.



  Podobni do mnie obserwatorzy, którzy także zaglądają do środka, ujrzą płonące serce i kamyk na jego dnie.


  "...Nie płacz, maleństwo, bo rozkwitniesz w czasie
    Dalszego ciągu przerwanej rozmowy"...


  Dobrze, że czas się nie kończy. Gdyby wszystko miało się wydarzać naraz, to człowiek by zwariował...






  

piątek, 14 sierpnia 2015

Sztuka c.d. (4)

                            Sztuka c.d. (4)




  Tak się stało u progu mojego życia, że właśnie obrazy mówiły do mnie - obrazki z dziecięcych książeczek. To ich zdanie brałam pod uwagę, nie zdanie ludzi. 
 Potem, wiedziona instynktem, odkryłam, że mam uskrzydlającą łatwość malowania i że jest to świat, który może należeć wyłącznie do mnie, w którym tylko ja decyduję. Miejsce, do którego nikt z ludzi nie ma dostępu.
Wpuszczam jedynie Stwórcę. Ostatecznie jedynie z Jego słowem się liczę. Wiem, że wszelkie Piękno pochodzi od Niego.
  Łatwość malowania obrazów to talent. Otrzymałam go w genach po przodkach. A zresztą jest to czynność fizjologiczna. Być może był to jedyny dostępny mi środek zbuntowania się, sposób odwracania się od świata, który rozczarowuje, krzywdzi i unieważnia. Odpowiedzią, jaką daje malarz, jest kolejny obraz. Taki, jaki chce. Taki, który skutecznie wynagradza cierpienie, pociesza, koi, zabawia. Oraz, co szczególnie ważne, nazywa rzeczy po imieniu. Przenośnia to bezpieczny sposób opowiadania.

Gdy maluje się dużo i szczerze, nie ma możliwości, aby nie ukształtował się własny, rozpoznawalny, oryginalny styl.
  Kto wstaje rano, myśli o malowaniu - jest malarzem. Kto ma na stałe wbudowany świat kolorów, farb, bieli czystego płótna, ruchu ręki trzymającej pędzel, ten wie, do czego wracać, niczym okręt do rodzimego portu.
  Ostatecznie można powiedzieć - rzemiosło. Gdyby nie ta nadwrażliwość, skłonność do refleksji, wyobraźnia, uduchowienie, szczerość wobec siebie, kulturotwórcza sublimacja seksualności Dopiero te cechy czynią z rzemieślnika artystę.


  Czy poszukuję Boga przez sztukę? Myślę, że jest dokładnie na odwrót: to Bóg poszukuje mnie i uznaje mnie taką, jaka jestem, razem z tą śmieszną łatwością malowania. Bardziej niż innym, pozwala mi być dzieckiem. Każdego dnia babram się przed Nim w kolorowym błotku, a On jest ze mnie dumny. Jest o wiele bardziej tolerancyjny, niż wielu ludzi, którzy nazywają to stratą czasu, głupotą, albo malarstwo dla nich po prostu nie istnieje. Dlatego wciąż potrzebuję Jego pomocy, ochrony i przychylnego oka.



   Koniec końców to Stwórca jest pierwszym i największym malarzem. Jego dzieło jest niedoścignione. Dzieli się nim ze swoim stworzeniem o każdej porze dnia i nocy.
  I ja też bez wstydu i strachu pokazuję swoje obrazy. To druga część pracy twórczej dziejąca się już nie w samotności ducha i w pracowni, lecz w przestrzeni publicznej. Ale przecież nikim innym, prócz sobą nie będę.

  Nie wiem, dokąd zaprowadzi mnie wraz z moją sztuką życie. Wiem jedno: pragnę zawsze stawać po stronie życia. A to w sposób naturalny jest widoczne na obrazach.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Poezja (3)

  (3) Oto tekst nowej piosenki. Mam też melodię, ale na całość trzeba jeszcze poczekać.
                                Poezja




1. Jest taki powiew, oddech i     tchnienie,
    Wiatr, kiedy liść ulewy czeka,
    Gdy gasną cienie i promienie,
    A droga tęskni do człowieka.

    Jest taki przeciąg w oknie otwartym,
    Gdzie firan pętle się skręcają,
    Wytrwały powiew, ciąg uparty,
    Któremu końce się kłaniają.







              Ref.: Każdy poeta, to mag,
                        Zna kosmos
                        I czarny Madagaskar,
                        Jak to się dzieje,
                        Że toczy wspak
                        Odwieczne krosno?


                     
                        Wytrwale wplata twój ból
                        W powrotu sandał
                         I w rafy koralowe.
                         Jak to się dzieje,
                         Że gorycz i sól
                         Przemienił w sztandar? 



  2. W kwiatach się łączą tu na łące
       Dwa przeciwne świata końce.
       Słońce dnia, północny księżyc,
       Łania i zaklinacz węży.


     A pod stopami traw kobierce,
     Tu stań i odzyskaj serce,
     Tu piszą mądrą księgę przysłów.
      Poezja - to stan umysłu.

                                 
          Barbara Gulbinowicz
                                                                                   (Wszelkie prawa zastrzeżone)