niedziela, 19 lutego 2017

Pleśń na grzybie, czyli konstruktywna krytyka






  Słowo "konstruktywna" brzmi bardzo obiecująco. Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji. Okazuje się jednak, że jego intencją jest uśpienie czujności. Udaje pokojowy zamiar, by dokonać najazdu na wolne królestwo, z korony wydłubać szlachetne kamienie, połamać złote berło, zwalić z tronu króla, a na to miejsce posadzić krytykę.
  Cóż to jest ta krytyka?
  Odpowiadam: stwór z piekła rodem. Rozpoznaje się go po stanie, który po sobie pozostawia, co przypomina najazd Wizygotów, Hunów oraz innych siepaczy i grandziarzy.
  Niechby od razu otwarcie oznajmił, kim jest, wtedy sprawa jasna - nie siadam do wspólnej popołudniowej herbatki. Wolę pielęgnować orchidee w oranżerii mojego królestwa, zamiast lizać rany zadane maczugą.
  Ech, życie nas uczy pogody...


  W Akademii Sztuk Pięknych powinien być przedmiot: "Sztuka otorbiania się, czyli szlaban na krytykę" jako niezbędnik na drogę młodego artysty, jeśli w ogóle ma  na niej wytrwać. To prawda, że niejeden nauczyciel akademicki przeżyłby kryzys własnej tożsamości. W takim przypadku może warsztaty "Sztuka wspierania artysty, czyli do diabła, słuchaj!" coś by pomogły?
  Od przeciętnego odbiorcy nie ma co oczekiwać umiejętności słuchania, więc nic dziwnego, że nagminnie spotykam słonia w swoim sklepie z porcelaną, przy czym stoję za ladą jako sprzedawca i jednocześnie jestem tą drżącą na najwyższej półce porcelanową filiżanką.
  Nie, nie przyzwyczaiłam się. Nieprzyzwyczajanie się uczyniłam sztuką. To proces samodoskonalenia w przyznawaniu sobie prawa do człowieczeństwa jako artysta.
  Chociażbym nie wiem jak była pokręcona od tego nieustającego balansu, bez wątpienia zasługuję na szacunek i wysłuchanie za samo trwanie.
  Z zaciekawieniem i z najwyższym zdumieniem dyskutowałam z kobietami, które mają niewiele, albo nic wspólnego z tworzeniem, ale chętnie stawały w obronie tzw. konstruktywnej krytyki, jakby twórcę trzeba było wciąż smagać po kostkach, żeby liczył się z opinią innych. Czy w ten sposób odbiorca chce zawłaszczyć artystę? Chce mieć własny udział w jego tworzeniu? W jego wolności? Niech sam spróbuje tego miodu. 
  Ciekawa sprawa, pełna sprzeczności, pomiędzy którymi zalega dusza dzieła sztuki, domagająca się od artysty własnego ciała i światła dziennego.
  Odbiorca może co najwyżej z szacunkiem przeglądać się w obliczu artysty niczym w zwierciadle. Nie ma zielonego pojęcia o jego trudzie, jeśli ten mu nie zechce o tym opowiedzieć. 
  Ustalmy raz na zawsze: to nie studnia za głęboka, tylko łańcuch za krótki.



sobota, 11 lutego 2017

Księżycowa opowieść

                 Księżycowa opowieść
                      50x35 cm. (x3)
brystol, akryl, tusz, ołówek, złota farba, odbijanki, szpachelka





                            Łucja l.8, "Wizyta u dentysty", tablica, kreda

          
                                 Ks. op. I













                             Ks. op. II
















                            Ks. op. III