poniedziałek, 8 lutego 2016

Tożsamość (15)

 

Tylko chłopstwo w zielonym krajobrazie może stać się źródłem duchowości.
  Chłopstwo czyni mnie wieczną istotą ludzką, niezależną od powiewów historii i kultury, autonomiczną, duchowo wolną.

  Wobec faktu, że metropolia chce się nie tyle poszerzać, ile zagęszczać, słowo "chłopstwo" okazuje się kluczem otwierającym bramę Edenu. Nie dość, że zostaliśmy z niego wygnani na rolę, to nawet stamtąd potem jeszcze wywabieni, uwiedzeni, uprowadzeni do miast.
  Najpierw chłop - tworząc rynek -  zrodził i żywił prowincjonalne miasto. Ale metropolia (wybujałe miasto) połyka chłopów. Dlatego wieś, wraz z prowincjonalnym miastem umiera.


  Chłop dał się omamić grzesznemu pięknu metropolii, cywilizacji. Zagubił wieś, nigdzie już jej nie znajduje, ani w Alpach na nartach, na plażach Wysp Kanaryjskich. Skończył wśród rozterek groźnie napierających napięć świadomości.
  Rozglądnijmy się za chłopem.



  Teraz, aby odzyskać poczucie przeznaczenia, może go uratować już tylko pytanie kierowane do Boga. Ponieważ tylko nadnaturalne spojrzenie na naturę jest spojrzeniem zdrowym. W przeciwnym razie prawdziwe życie, autentyczność i oryginalność zastąpi inteligencja, jako że inteligencja zawsze znajdzie sobie zajęcie - choćby to były jałowe, bezkrwiste, wyrafinowane ćwiczenia myślowe. Świetnie jej idzie badanie przyczynowości, ale na tym koniec. A koniec oznacza niepłodność człowieka cywilizacyjnego, czyli zwrot w kierunku śmierci.
  Jest to możliwe, gdyż uzasadniony lęk przed śmiercią jest uśmierzany przez przynależność do  zbiorowości, w której roztopił się chłop.
  Zwrot może nastąpić, gdy pojawią się racje na rzecz istnienia dzieci.

  A więc chłopstwo, a konkretnie chłopka może przywrócić witalną siłę wróżącą przyszłość. Cywilizacyjna kobieta wyjałowiła się i umarła. Nie wyprowadza już swojego mężczyzny na rolę, przestała wierzyć w jego mięśnie, wszak całkiem zwiędły lub zastąpiły je bicepsy rzeźbione w siłowni.
  PIERWOTNA KOBIETA JEST MATKĄ.


  W przeciwnym razie czeka nas straszne, wielowiekowe wyludnienie.
  I nie chodzi tu o jak największą liczbę dzieci, ale o ocalenie prawdziwej, autentycznej, nie boskiej (rzymscy bogowie), lecz bożej duchowości.

  W swoim malarstwie przywracam czucie ziemi.
   

  
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz